Szukając inspiracji na obiad dla moich makaronożernych Panów natrafiłam na prosty sos boloński nieżyjącej już Włoszki Marcelli Hazan, autorki wielu książek kucharskich, której Amerykanie zawdzięczają wtajemniczenie w sekrety tradycyjnej kuchni włoskiej.
Tak zupełnie szczerze to podeszłam do tego przepisu z nieufnością – co tam tysiąc opinii w NYTimes’ie, wychwalających go pod niebiosa. Przecież ja wiem lepiej i, bazując wyłącznie na opisie, nie ma szans, by z mielonej wołowiny, wina, mleka i puszki pomidorów powstał sos boloński królujący w rankingach. Postanowiłam jednak sprawdzić nie zmieniając absolutnie niczego, choć bardzo, ale to bardzo mnie korciło, by dodać a to czosnek, a to bazylię czy pietruszkę. Ku mojemu zaskoczeniu sos był przepyszny. Tak swojsko, bez fajerwerków, solidnie pyszny. Jeśli więc macie ochotę na makaron z domowym mięsnym sosem, zapraszam. A ja wracam do wychodzenia ze zdumienia nad genialną prostotą przepisu Marcelli Hazan.

Sos będzie bardzo gęsty i tak ma być. To nie jest sos pomidorowy z mięsem, tu pomidory są jakby drobnym dodatkiem. Co, oczywiście, nie umniejsza końcowemu rezultatowi!
Przepis tłumaczę bardzo dosłownie; jedynym składnikiem, który odrobinę zmieniłam są pomidory – miały być włoskie pomidorki w puszce, były zwykłe pokrojone amerykańskie.
Do garnka wlewamy oliwę, wkładamy masło i pokrojoną cebulę. Podgrzewamy na średnim ogniu, aż cebula będzie zeszklona (około 5 minut). Dodajemy marchewkę i seler, mieszamy i podsmażamy przez 2 minuty.
Dodajemy wołowinę, rozgniatając ją na małe kawałki widelcem lub łyżką. Solimy i pieprzymy. Mieszamy i podsmażamy, aż wołowina nie będzie różowa.
Wlewamy mleko i gotujemy powoli, aż się wygotuje. Dodajemy gałkę, mieszamy, wlewamy wino i ponownie gotujemy, aż się wygotuje. Wrzucamy pomidory, mieszamy, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na bardzo, ale to bardzo małym ogniu (w przepisie nazywa się to leniwym wrzeniem) przez, uwaga, co najmniej 3 godziny. Najlepiej 5. Bez przykrycia. Yup, w tym tkwi sekret – w długim i i baaaaaardzo powolnym gotowaniu. Jeśli sos będzie kompletnie suchy i zacznie przywierać, można dolać 1/2 szklanki wody. Na koniec solimy do smaku.
Mieszamy z ugotowanym makaronem (który przyrządzamy zaraz przed posiłkiem), dodajemy łyżkę masła i serwujemy, posypując każdą porcję parmezanem.
Smacznego!
Sos bardzo podobny do typowo włoskiego, którego smak bierze się głównie z włoskiej zasmażki a nie przypraw. Wydaje mi się, że gałka muszkatołowa też jest zbędna. Przynajmniej ja taki przepis znam. Zamiast mleka, można dodać białą kiełbasę i żeberka, które po długim gotowaniu po prostu się rozpadną i zageszczą sos.
Największą różnicą jest masło, którego Włosi nie dodają, a już na pewno nie do makaronu. Zrobi się po prostu śliski i sos nie będzie się trzymał. Druga różnica to sam makaron, zwyczajnie za cienki, ale rozumiem, że to wersja amerykańska ;).
Makaron dodaje się do sosu i nie spaghetti tylko tagliatelle. Potrawa nazywa się ragu alla bologneze.
Włoszka podaje sos bolognese do makaronu spagetti ??